Powitaliśmy Leo w naszym życiu w 2020 roku — to była miłość od pierwszego wejrzenia. Chociaż był już dorosłym kotem, a my zostaliśmy jego czwartymi właścicielami, czuję, że szukał nas. U nas w końcu znalazł prawdziwą rodzinę, którą harmonijnie uzupełniał, ustanawiając własne zasady. Leo był bardzo spokojnym kotem. Obserwował wszystko z wyżyn swojej kociej mądrości i potrafił jednym spojrzeniem dać znać, kiedy coś jest nie tak. Szczególnie uwielbiał przychodzić do nas rano, żeby się zdrzemnąć. W 2023 roku zdiagnozowano u niego niewydolność nerek; w 2024 — raka; a w 2025 — chorobę serca. Ale kochał życie całym sercem i zawsze o nie walczył. Robiliśmy wszystko, co w naszej mocy, żeby mu pomóc: zabieraliśmy go do najlepszych weterynarzy, próbowaliśmy wszelkich możliwych metod leczenia. Jednak choroba postępowała i dotarliśmy do ślepej uliczki — nie było już wyjścia. Odmówił jedzenia, opuściły go siły. Być może, gdy zdał sobie sprawę, że nadszedł czas pożegnania, cały czas był przy nas: zawsze na naszych kolanach, zawsze u naszego boku, jakby prosił, żeby nie zostawiać go samego. Dla mojego męża i dla mnie pożegnanie było nie do zniesienia.



