Sting był moim czwartym dzieckiem z oksytocyną. Kiedy mój najmłodszy syn miał sześć miesięcy, zobaczyłam go na poście na Facebooku i od razu wiedziałam, że potrzebujemy siebie nawzajem. Sting był dwa tygodnie starszy od mojego syna, więc dorastali razem. Sting był prawdziwym huskym — kopał doły, uwielbiał gonić kury i gołębie, przeskakiwać przez płoty i kraść jedzenie pozostawione bez opieki. Ignorował też wszystkie komendy i dramatycznie wył, nawet gdy wszyscy byli w pobliżu. Sting żył 12 lat i jego życie było pełne. Ciągnął dzieci na sankach, pływał w jeziorze, jadł śnieg i uwielbiał leżeć na trawie. Ostatnie miesiące spędził otoczony bezgraniczną miłością. Sting cieszył się pierwszymi promieniami wiosny po zimie i nawet udało mu się zjeść kawałek czekolady — coś, czego tak bardzo pragnął, ale nie mógł. Jestem naprawdę wdzięczna za całe ciepło i opiekę, które otrzymaliśmy w tak trudnym dniu straty. Czekaliśmy na powrót Stinga do domu, a kolorowe koraliki zawsze będą nam o nim przypominać.