Daniusza — nasz domowy strażnik

Naszego kotka nazywano Danyło, ale czule mówiliśmy na niego Daniusza. Dla naszej rodziny, a dla mnie osobiście, był kimś więcej niż tylko członkiem rodziny. Był tak wyrazistą osobowością, że pewnego razu, dzięki opisowi jego temperamentu na zajęciach z zoopsychologii, udało się otrzymać najwyższą ocenę, zaliczenie egzaminu z automatu, a w konsekwencji podwyższone stypendium.

Każdy w naszej rodzinie kochał go i był z niego dumny. Daniusza miał bardzo delikatne loczki na brzuszku i uwielbiał, gdy właśnie tam go głaskano. Od dzieciństwa był zabawnym, bardzo kontaktowym kotkiem. Gdy potrzebował uwagi lub odpoczynku, podchodził do któregoś z domowników, stawał przed nim i bardzo głośno miauczał, dopóki nie wzięto go na ręce i nie pogłaskano.

Jedną z jego szczególnych cech była umiejętność picia odpowiedniej ilości wody. Często trudno jest zachęcić koty do picia wystarczającej ilości wody, ale Daniusza był wyjątkiem. Początkowo pił wodę z kubków wszystkich domowników, a z czasem miał już własne. Kiedy był spragniony, zawsze było to widać po jego oczach. Jako najstarszy domowy pupil nauczył nawet psa i drugiego kota pić wodę częściej.

Daniusza bardzo lubił wysokości. W domu wspinał się na szafy i karnisze. A gdy tylko pojawiało się pierwsze wiosenne słońce, można go było znaleźć wyłącznie na dachu domu. Był niezmiennym poszukiwaczem promieni słonecznych: w ciągu dnia odpoczywał wśród pomidorów w ogrodzie, przesuwając się wraz ze słońcem co godzinę. Nawet w ostatnich dniach swojego życia każdego ranka prosił, by wypuścić go na zewnątrz, gdy tylko wschodziło słońce.

Był bardzo uparty i zawsze domagał się swojego. Jeśli po chorobie nie pozwalano mu wychodzić na dwór, podchodził i pchał drzwi, aż je otworzył. Gdy mu się to nie udawało, miauczał bardzo głośno. Znali go wszyscy nasi sąsiedzi, bo gdy wieczorem wołaliśmy go na podwórku albo na jedzenie, biegł i miauczał głośno przy każdym kroku, aby ktoś wyszedł mu na spotkanie i wziął go na ręce.

Był prawdziwym strażnikiem podwórka i liderem w domu. Daniusza lubił pomiauczeć, poprosić o smakołyki, siadał na osobnym krześle albo przepychał kogoś, kto zajął jego miejsce przy kaloryferze. Czasem czekał na odpowiedni moment: wypatrywał laptopa i gdy ktoś wychodził na kilka minut, wskakiwał tam i kładł się prosto na klawiaturze.

Daniusza był nieustraszony. Uwielbiał przeczekać burzę, siedząc na parapecie przy otwartym oknie. Kiedyś chorował i nawet wtedy ujawniły się jego odwaga i upór. Przed operacją weterynarz przyznał, że był bardzo zaskoczony i po raz pierwszy widzi kota, który tak dzielnie się trzyma i nie zasypia po takiej dawce znieczulenia.

Zawsze wspierał, gdy było ciężko, i zawsze był blisko. Bardzo lubił też spać ze mną, układając się na sąsiedniej poduszce i miaucząc, gdy nocne światło przeszkadzało mu spać.

Oczywiście był wielkim smakoszem: bardzo lubił ser, ryby, wafle i wypieki. Jesienią i zimą owijał się w mój sweter i potrafił spać w nim bez przerwy przez cały dzień, dając poczucie ciepła i bezgranicznej miłości.

Dwa lata temu nasza rodzina musiała przeżyć wyczerpujące dwa tygodnie, gdy Daniusza nagle zniknął z domu. Nie wiadomo, gdzie przebywał, ale były to dla niego dwa tygodnie głodu i silnego zimna. Wpłynęło to na jego układ trawienny i stawy. Po tym często chorował. Przed śmiercią zachorował jeszcze raz i niestety nie zdołał już tego przezwyciężyć.

Dziś jednak każde słońce, a zwłaszcza letnie, i każdy promień przypominają nam o nim. To było wielkie szczęście mieć takiego kota i wielki ból go stracić. Na zawsze pozostanie naszym ukochanym Daniuszą.

No items found.